C:\Users\Jo\Desktop\pobrany plik (1)ddd.jpg

Jednym z największych działań propagandowych ze strony amerykańskich i innych zachodnich urzędników jest tworzenie fałszywego klimatu wojny i przedstawianie Rosji jako kraju, który będzie kanibalizować Ukrainę.

Ale kłamstwa mają krótkie nogi, a propagandziści bez dowodów, którzy twierdzili, że zbliżają się daty inwazji, nie zostają uciszani.

Rosyjskie kierownictwo we wszystkich tonach dało jasno do zrozumienia, że ​​nie dokona inwazji na Ukrainę i nikomu nie zagraża, a jednocześnie, jak każdy inny kraj, zastrzega sobie prawo do przemieszczania wojsk na swoje terytorium.

W rzeczywistości, w szczytowym momencie fałszywych wiadomości o zbliżającej się inwazji rosyjskiej, kierownictwo kraju ogłosiło, że jego jednostki wojskowe wracają do swoich baz po ukończeniu szkolenia.

To tym samym po raz kolejny dowodzi w praktyce, że prowadzili ćwiczenia, a nie przygotowywali się do inwazji i wojny.

„[Nawet w poniedziałek], kiedy wszyscy oczekiwali, że atak nastąpi, osobiście upierałem się, że tak nie jest” – powiedział ekspert geopolityczny Alexandros Despotopoulos. „Tak nie jest, ponieważ ta historia nie zaczęła się w Rosji”.

Biorąc pod uwagę te fakty, powstaje pytanie, w jaki sposób propagandyści będą nadal potwierdzać ten sam fałszywy trop, że Rosja zaatakuje Ukrainę?

Zdaniem eksperta napięcie zostało sztucznie stworzone przez Amerykanów, którzy próbują angażować się w Europie wyłącznie dla własnych interesów, ponieważ uważają Rosję za zagrożenie geopolityczne.

„Rozumiem, że Stany Zjednoczone utrzymują napięcia z Rosją” – powiedział Despotopoulos.

„To sztuczna intensywność – która jest niepotrzebna – mająca zaktywizować Europę.

„USA postrzegają Rosję jako geopolityczne zagrożenie, ale zdają sobie też sprawę, że wiele krajów europejskich ma dobre relacje z Rosją – i nie ma powodu, by ich nie mieć.

„Podejmując próbę zreorganizowania frontu zachodniego, jaką znaliśmy przed upadkiem Berlina, starają się utrzymać napięcia z Rosją i wciągnąć w to napięcie Europę”.

Uważa, że ​​więzi, jakie wiele krajów europejskich ma z Rosją, są dość silne i dlatego „widzimy, że w ostatnich dniach istnieje europejska mobilność, która na początku nie istniała”.

Jednak, jak powiedział Despotopoulos, w przypadku amerykańskich prowokacji, jeśli miałoby to doprowadzić do akcji militarnej, Europa byłaby wtedy tą, która stanęłaby w obliczu wielkich problemów, a nie Waszyngton.

„Gdyby sprawy nie układały się dobrze z Rosją na Ukrainie, to Europa, a nie Stany Zjednoczone, miałaby duże kłopoty” – powiedział komentator geopolityczny.

„Oczywiście Rosja miałaby poważne problemy, a nie Stany Zjednoczone.

„Złagodzenie tej sytuacji, która w dużej mierze dla mnie, jak mówiłem od początku, była sztuczna, „okupacja” Kijowa przez Rosję nie była czymś, co zaczęło się nagle.

„Rosja nie miała powodu, aby mieć taki cel, pobożnym życzeniem byłoby zrzucić ton i wrócić do stanu pojednania.

„Eskalacja napięcia i działania militarne to jedyna pewna rzecz, która miałaby bardzo negatywne konsekwencje zarówno dla Europy, jak i Rosji”.

 

Bądź na bieżąco, dołącz do mnie na: TELEGRAM oraz FACEBOOK.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.