List do przyjaciela, który „uzyskał pozytywny wynik”… a powinien wiedzieć lepiej.

 

Drogi Josefie K,

Minęło kilka tygodni, odkąd powiedziałeś mi, że „jesteś pozytywny” na to, co początkowo i krótko nazywano Sars-CoV-2, a potem szybko stało się bardziej eufonicznym i łatwiejszym do zapamiętania Covid-19.

Byłem wtedy szczerze zaskoczony, nie tym, że ktoś wysunął to twierdzenie, ale tym, że zaakceptowałeś to twierdzenie jako fakt. Ta osoba, kimkolwiek była, nie posiadała wiedzy medycznej ani władzy kapłańskiej. Po prostu przybrał określoną pozę i wykonał jakiś hokus-pokus, który uchodził za naukę.

Twoja wiara zrobiła resztę.

 

PARANOJA, ŻYWI EUGENICY I ZMARŁY PREZYDENT

Chociaż zdaję sobie sprawę, że przerażająca liczba przerażonych obywateli została podobnie „zdiagnozowana”, tj. dodatkowo przestraszona, nie spodziewałem się, że dołączysz do kultu korony. Powiedziałem ci, a myślałem, że już wiesz, że Kary Mullis, wynalazca testu, którego używali od roku do stworzenia tej paniki, dawno temu powiedział jednoznacznie, że test ma zerową wiarygodność jako narzędzie diagnostyczne.

I jestem pewien, że powiedziałby to teraz, gdyby nie fakt, że zmarł w drugiej połowie 2019 roku, na szczęście Williama Henry’ego Gatesa III, Anthony’ego Fauci, a także USA, Wielkiej Brytanii i różnych innych rządów i mediów głównego nurtu oraz korporacji, które utrzymują swój stały wzrost.

Postaram się tutaj trzymać na uboczu, ale byłbym niedbały, gdybym nie wspomniał niedawno zmarłego prezydenta Tanzanii Johna Magufuliego, pod którego kierownictwem życie zwykłych, nie zamożnych Tanzańczyków znacznie się poprawiło.

Ostatnio stał się lekcją poglądową dotyczącą tego, co może się stać z wpływowym i antyszczepionkowym przywódcą, który kwestionuje wszechobecną narrację covida, zwłaszcza jeśli ziemia, której przewodniczy, jest bogata w złoża minerałów, których pożądają potężne jednostki. „Zrobimy zamach, na kogo zechcemy”, Elon Musk z dumą napisał na Twitterze o innym usuniętym (ale nie zamordowanym) przywódcy. „Deal with it” (Pogódź się z tym).

Kiedy powiedziałeś mi o teście byłem przysłowiowym jeleniem w reflektorach. Ale wyjaśniłem lub próbowałem wyjaśnić, że test, który narzucono ci tego dnia (w tym czasie odwiedzałeś żonę w domu opieki), był w rzeczywistości oszustwem stojącym za większym oszustwem zwanym Covid-19. Jeśli nie ma prawdziwego, ważnego testu, to nie ma określonej choroby. Koniec kropka.

Nie ma w tym nic skomplikowanego ani niejednoznacznego: żaden test nie oznacza żadnego konkretnego wyniku. Proszę, zrozum. Nie ma żadnego boogiemana i nie było wcześniej. Jest tylko strach przed jednym, tym, poprzednim i przyszłym.

W wielkim świecie nie ma jednej choroby, nie ma egzystencjalnego zagrożenia dla całego życia homo sapien na planecie. Pojawia się tylko jeden. Jest tylko strach, narzędzie łobuzów, agresywnych mężów i chłopaków, a także policji, polityków i interesów, które reprezentują i chronią, a w skrócie, wszystkie byty i systemy, które kontrolowały przez strach na długo przed naszym przybyciem.

Cui bono pozostaje pytaniem, które wszyscy powinni zadać w związku z jakimkolwiek przestępstwem. Kto zyskuje? Rząd, jego media i inne podmioty korporacyjne odniosły ogromne korzyści na wszystkich zagrożeniach w przeszłości, zwłaszcza zagrożeniach poprzedzonych wspomnianym przymiotnikiem „egzystencjalne”. Korzystają z nich w teraźniejszości i będą czerpać z nich korzyści w nadchodzącej przyszłości. Strach działa i zawsze działał – dlatego pozostaje narzędziem wyboru.

To, że ten dobrze zaprojektowany i zaaranżowany strach stał się w pełni rozwiniętym, wszechogarniającym, uogólnionym i obsesyjnym lękiem, nie czyni przedmiotu tego strachu prawdziwym. Oznacza to tylko, że oszałamiająca liczba jest teraz pochłonięta przez to, co w dzisiejszej osobliwej, nieco bardziej rozsądnej przeszłości nosiło tę nazwę: złudzenie paranoidalne. Ten trwały strach jest całkowicie związany z błędną percepcją. Tylko zdrowy rozsądek może to zakończyć.

Potrzebną receptą jest zatem spokojne krytyczne myślenie w mega dawkach. A zatem interwencje rządowe i media korporacyjne są teraz i na zawsze przeciwwskazane.

Ponownie, kto zyskuje? Ani ja, ani Ty. Żaden z bezimiennych, pozbawionych twarzy motłochu, cywilów i/lub szkód ubocznych nie poczuje zysku. To pewne i powinno być jasne. Spędziliśmy już prawie dwadzieścia lat, wszyscy jesteśmy podejrzani o możliwą działalność terrorystyczną, a to podejrzenie już dawno przybrało aurę grzechu pierworodnego.

Przez większą część tego czasu byliśmy podobnie poinstruowani / uwarunkowani, abyśmy czuli się źle z powodu samego aktu wydychania dwutlenku węgla. To również osiągnęło status grzechu śmiertelnego. Jak śmiemy robić tak samolubne i destrukcyjne rzeczy? Zatrzymaj się i zastanów się nad społecznie zaprojektowaną winą wplecioną w takie przekonanie.

 

RELIGIA, KONTROLA UMYSŁU I KOLEJNY ZMARŁY PREZYDENT

Nie rozmawialiśmy od czasu twojej „diagnozy”. To skłoniło mnie do napisania tej wiadomości. Trwało to znacznie dłużej, niż się spodziewałem. Mam więc nadzieję, że zawiera coś pożytecznego.

Muszę zacząć od obecnej sytuacji i obecnej populacji. Należy pamiętać, że ta pierwsza nie mogłaby istnieć bez drugiej. Są ze sobą nierozerwalnie związane. A = A. W logice formalnej jest to znane jako prawo tożsamości. Rzecz może być tylko tym, czym jest. Lekko naginam to prawo, aby pasowało do tej absurdalnej sytuacji, ale myślę, że rozumiesz, o co mi chodzi.

Ktoś powiedział mi lata temu, całkiem spokojnie i cicho, jak pamiętam, że Stany Zjednoczone Ameryki Północnej to nic innego jak bardzo udany eksperyment kontroli umysłu. Myślałem wtedy, że miał rację. Teraz jestem pewien. Tylko kontrolowana umysłem i irracjonalna populacja może wierzyć, i wierzyć jest tutaj aktywnym czasownikiem, w pojedyncze, nadrzędne i przytłaczające zagrożenie, które w rzeczywistości nie istnieje.

Tylko irracjonalna populacja nadal wierzy w tych, którzy wymyślili i ogłosili tę i każdą inną sytuację nadzwyczajną lub zagrożenie. I tylko irracjonalna, całkowicie kontrolowana umysłowo populacja pozostaje nieświadoma niebezpieczeństwa kryjącego się w umieszczeniu konstruktu zwanego rządem (lub władzą lub państwem) powyżej, a nie poniżej, bóstwa znanego jako Bóg.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że niektórzy z nas nie wierzą w Boga. Jednak większość tych, którzy nie wyznają takiej wiary, mimo to oddaje boską władzę rządowi, co jest po prostu innym określeniem siły. I ten rząd, polegając wyłącznie na sile i manipulacji, przyjął teraz status gniewnego i mściwego Boga Starego Testamentu.

Myślałem, że ty, będąc bogobojnym chrześcijaninem czytającym Biblię, rozpoznasz to. Od dawna podejrzewam, że ludzie bardziej wierzą w rząd niż w Boga. Można śmiało powiedzieć, że ta teoria jest teraz sprawdzona i powinniśmy mieć odwagę i uczciwość w tym momencie, aby uznać, że rząd jest Pierwszym Poruszycielem, a bóg jest jedynie drugorzędną lub trzeciorzędną postacią. Byłoby przynajmniej trochę godności w przyznaniu się do tego.

Mam trzech, a może czterech przyjaciół na tym ziemskim samolocie. Zachowanie fikcji, że mam jeszcze kilku, jest kuszące. Mógłbym, gdybym uwierzył, że sąsiedzi i inni nieznajomi, którzy zwracali się do mnie po imieniu na chodnikach i ulicach w tej okolicy, byli podobni do znajomych i/lub gdybym pomylił wirtualnych znajomych z rzeczywistymi przyjaciółmi.

Gdybym to zrobił, równie łatwo mógłbym uwierzyć, że wirtualna zaraza jest prawdziwa. Ale kiedy ponad rok temu zaczęła się ta farsa, przyjąłem zasadę, że nie będę odpowiadał, ani nawet nie uznawał nikogo, kto przemawiał do mnie przez maskę. Wiem, że byłoby gorzej, to znaczy niezdrowo psychicznie, rozmawiać z każdym, kto oddalił się tak daleko od rzeczywistości, jak teraz ich tak wielu.

Z jednej strony niezrozumiałe, a z drugiej rażąco oczywiste, że ogromna część populacji nieśmiało dostosowała się do nieludzkiego i rażąco szalonego sposobu życia i zachowania. To, że tak łatwo wykonali ten wyczyn, jest dla mnie szokujące. Co się stało z szalejącym sprzeciwem umieraniu światła?

Jak tak wielu pogodziło się ze sposobem życia, który jest sztuczny i absurdalny, a może stać się jeszcze bardziej? Jak ktokolwiek, nie mówiąc już o milionach, może zostać tak zahipnotyzowany i zagubiony?

Odpowiedź na wszystkie takie retoryczne pytania brzmi: było łatwo.

 

„Jakie to szczęście dla rządów, że ludzie nie myślą”. – Adolf Hitler

 

Ponieważ wiem, że jesteś myślącą osobą, zaskoczyło mnie, gdy cztery i pół tygodnia temu powiedziałeś mi, że zostałeś dodatnie zdiagnozowany, to znaczy skutecznie oszukany. Każda diagnoza „Covid” to tylko udane oszustwo. Nie mówię, że twoja troska, strach, zmartwienie lub panika nie były prawdziwe. Mówię, że reakcja emocjonalna nie jest.

Twój ton w tamtym czasie powiedział mi, że naprawdę w to wierzysz. Nie była to wiedza o czymś złym. To było przekonanie. Brzmiałeś porażony. Można śmiało powiedzieć, że byłeś w trakcie usankcjonowanego przez rząd ataku paniki. Ale jak powiedziałem wcześniej, byłem zaskoczony, że ze wszystkich ludzi to byłeś akurat Ty.

Niestety, udowodniło to ponad wszelką wątpliwość, że nie masz pojęcia, kim jestem, co ja wiem i najwyraźniej nie słyszałeś niczego, co powiedziałem lub napisałem. Zawsze jasno wyrażałem się w odniesieniu do tego i innych przykładów histerii. To tak, jakby wszystkie te wymiany natychmiast uciekały z Twojej głowy. A może po prostu nie słuchałeś.

Nigdy nie brakowało mi empatii, ta cecha, o której mi mówiono, oddziela niektórych z nas od psychopatów, którzy nami „rządzą” i moralnie nieobecnych wyznawców porządku, którzy dają im taką moc. Gdybyś naprawdę zachorował na przerażającą chorobę, z pewnością poczułbym empatię i zaoferowałbym współczucie. Ale po prostu nabawiłeś się strachu.

W drodze zwodniczego testu/rytuału przyjąłeś złudzenie i chociaż wiem, że niektóre złudzenia mogą być łagodne, to jest niebezpieczne, destrukcyjne i śmiertelne dla całego świata. Stało się, pozwolono się stać, rakiem moralnym, intelektualnym i ekonomicznym.

Tyle o tym, co było, co się ostatnio wydarzyło. Przejdźmy do tego, co się dzieje, do bardziej drażliwego pytania o to, co tu się do cholery wyprawia?

Odpowiadając krótko zgodzę się z Leonardem Cohenem, do którego obaj, jako niedoszli poeci, mamy pewien szacunek. „Widziałem przyszłość” – pisał i śpiewał – „i to jest morderstwo”. Niektórzy z nas, a najwyraźniej jest nas niewielu, rozpoznają to i faktycznie odczuwają to głęboko, do tego stopnia, że chodzimy z dokuczliwym, chorym uczuciem w naszych wnętrznościach.

Dlaczego, ktoś mógłby zapytać, czy jesteśmy tylko nieliczni? Bo zawsze niewielu widzi, co dzieje się poza konkretnym chlebem i cyrkami czasu, miejsca i epoki, w której akurat mieszkają.

Był na przykład August Landmesser, samotnik w tym niemieckim tłumie, który nie chciał pozdrowić Der Führera. Oraz Henry David Thoreau, który otwarcie sprzeciwiał się zarówno niewolnictwu, jak i inwazji na Meksyk. I bezimiennych obywatele Rzymu, którzy zdecydowali się nie uczestniczyć w igrzyskach w Koloseum. Istnieli przez wieki, ale zawsze stanowiły wyjątek, a nie regułę. Nie mówię, że prawda czy mądrość powinny być tajemnicą nielicznych. Mówię, że niezmiennie wydaje się to działać w ten sposób.

Chociaż twoja wiara w to śmiertelne oszustwo początkowo mnie zaskoczyła, wkrótce po odłożeniu telefonu zdałem sobie sprawę, że nie powinien. Jakoś zapomniałem, że od lat zażywasz określone leki na receptę, które „korygują” twoją „nierównowagę chemiczną”, nierównowagę, która w rzeczywistości nie istnieje. Pozostaje świętym Graalem psychofarmakologii, a jednak nigdy go nie odnaleziono. Nauczyłem się tego od psychiatry dr Thomasa Szasza i innych racjonalnych i etycznych psychiatrów. Oznacza to, że twoja ostatnia fałszywa diagnoza jest twoją drugą bezpodstawną diagnozą.

 

NIE JESTEM TERAZ ANI BYŁEM KIEDYKOLWIEK TEORETYKIEM PRZYPADKÓW

Warto zauważyć, że w odniesieniu do innych ważnych spraw wykazałeś się umiejętnością jasnego i rozsądnego myślenia. Wiesz lepiej i to samo powiedziałeś, jeśli chodzi o oficjalną narrację z 11 września 2001 roku.

Podobnie rozumiałeś prawdziwą naturę zabójstw JFK, RFK i MLK. Wiesz o ataku na USS Liberty w 1967 r., wydarzeniu, o którym większość mieszkańców Ameryki Północnej pozostaje całkowicie nieświadoma. Tutaj, nawiasem mówiąc, ciekawostka na marginesie: w tym samym amerykańskim roku (1967) prawie połowa dorosłej populacji tego kraju wyczuła oszustwo w związku z zabójstwem JFK.

Jeśli się nie mylę, rozmawialiśmy nawet raz czy dwa o dyrektywie CIA 1035-960, w której agencja wyraziła wielką konsternację z powodu faktu, że 46% procent Amerykanów w tamtym czasie nie wierzyło w to, w co ich rząd i jego media poinformowały ich o morderstwie Kennedy’ego.

Ta mała notatka zawierała przydatne, powstrzymujące myślenie zwroty „teorie spiskowe” i „teoretycy spiskowe”, które do dziś pozostają główną maścią dla leniwych umysłów i wrażliwych dusz. To okno na ducha czasu tamtej epoki, w którym wielu normalnych chodzących ludzi było o wiele bardziej bystrych i znacznie mniej naiwnych niż obecna konfederacja osłów.

To, że należę do tych, którzy „rozumieją”, nie jest dla mnie ani dumą, ani pociechą. To tylko rutynowa sprawa, podobnie jak fakt, że jestem fizycznie małym mężczyzną włosko-amerykańskiego pochodzenia z Paterson w stanie New Jersey, przeklętym zarówno słabym wzrokiem, jak i pewną ilością wizji, który popełnił błąd, urodziwszy się w kraju, który najwyraźniej ma stać się niezdecydowanym imperium.

Jestem pewien, bo nie widzę dowodu przeciwnego, że przekroczyliśmy granicę, granicę, która wyznacza punkt, z którego nie ma powrotu. Obawiam się, że znowu jest to słowo, że osiągnęliśmy ostateczny technokratyczny cel: uniwersalne oszustwo. W takim czasie, według George’a Orwella, mówienie prawdy staje się aktem rewolucyjnym.

To stawia mnie w niewygodnej i ambiwalentnej sytuacji. Nie nadaję się do życia rewolucyjnego. Jestem cichym typem. Nie lubię konfrontacji. Z jednej strony nie jestem Che Guevarą, a z drugiej Ghandim. Jestem tylko facetem, który widzi, co się dzieje. Ale fakty pozostają i są nienaruszalne.

„Fakty to uparte rzeczy”, powiedział John Adams, „i bez względu na nasze życzenia, skłonności lub nakaz naszej pasji, one [nasze emocje] nie mogą zmienić stanu faktów i dowodów”.

Flannery O’Connor powiedział (lub napisał) to:

 

„Prawda nie zmienia się w zależności od naszej zdolności do jej przetrawienia”.

 

A Dobra Księga, książka, którą cenisz ponad wszystko, w międzyczasie powiedziała ci, że prawda wyzwoli ciebie i nas. Gdyby Poncjusz Piłat był tutaj, a wierzę, że jest w duchu, mógłby znów uprzejmie zapytać: „Prawda, co to jest prawda?” Odpowiadałbym tak: to jest to, co pozostaje, gdy odrzucimy wszystkie kłamstwa. To dość proste, ale teraz jesteśmy tutaj, przesiąknięci codziennym oszustwem przedstawianym jako wiadomości.

Pamiętam, jak dowiedziałem się na kursie Wprowadzenie do filozofii, że starożytni uważali, że poszukiwanie prawdy jest szlachetnym dążeniem, naprawdę wzniosłym celem. Tak więc, kiedy przez te wszystkie lata zacząłem słyszeć słowo „prawda”, używane przez media głównego nurtu za pośrednictwem ich przemienników i powtarzane przez publiczność, wiele mówiło o tym, gdzie jesteśmy i o drodze przed nami. „Prawda” to słowo, które Orwell mógł ukuć i włączyć do leksykonu nowomowy.

Udowodniło to tragicznie słuszność moich wcześniejszych podejrzeń, ponieważ usunęło ostatnią część pobożnych życzeń, które w przeciwnym razie mógłbym zebrać lub utrzymać. Wiedziałem wtedy, że żyję w całkowicie podupadłej kulturze, podupadłej i dekadenckiej, populacji uwięzionej w stanie długiego dzieciństwa. Nie możemy powiedzieć, że nie byliśmy ostrzegani. Po drodze pojawiły się znaki. Teraz widzimy, co dzieje się z osobą, krajem lub światem, który nie dba o prawdę. Doszliśmy do takiego punktu.

Głosy tak różne Charlotte Iserbyt, John Taylor Gatto oraz komik i wnikliwy obserwator George Carlin i inni zauważyli, że ten upadek amerykańskiego umysłu (i umysłów na całym świecie) został zaprojektowany tak, jak większość lub wszystkie trendy społeczne. Plan był wtedy i jest teraz stworzenie populacji konsumentów, nikczemnych konformistów i posłusznych, niekwestionowanych zwolenników porządku.

Misja zakończyła się sukcesem na długo przed tym, jak tłumy zaczęły zakładać maski i znowu było to zaplanowane. Nie jestem ani nigdy nie byłem teoretykiem przypadku. Wydarzenia sejsmiczne i masowe zmiany w tym lub innym czasie są zawsze planowane.

Czcigodny NY Times niedawno wyemitował reklamę głoszącą ich wierność prawdzie. Widząc tę reklamę, zrobiło mi się niedobrze. Nie chodzi o to, by wyróżnić ten konkretny rynek z innych źródeł głównego nurtu. Może to być Washington Post, LA Times, The Guardian lub The London Times, Daily Mail, ABC, CBS, NBC, CNN, FOX, MSNBC, Sky News lub zawsze lepiej brzmiące BBC. Od czasu do czasu znajdziesz dokładność, ale niewiele prawdy, przynajmniej nie o niczym ważnym, zwłaszcza teraz, z mediów korporacyjnych lub klikając na Wikipedię, Snopesa lub jakikolwiek inny rodzaj pozerstwa.

Podobnie nie znajdziesz go w większości w podręcznikach historii. A teraz jesteśmy tutaj, otoczeni przez zamaskowaną rzeszę, bojącą się tego, co jest jedynie mistyfikacją, choć prawdziwie morderczą, a także masowym oszustwem kryminalnym i akceptującym „przywództwo” od psychopatów i eugeników.

Jesteśmy tutaj, właśnie teraz, w epoce zarówno oszustwa, jak i pychy, pozornie uwięzieni w niej jak ślady życia w bursztynie. Moce, których nie powinno być, wprowadzały w błąd, zwodziły, dezinformowały i wręcz oszukiwały tłumy, zanim ty i ja przybyliśmy osobno.

I najwyraźniej te moce zrobią to z łatwością i bezkarnie po tym, jak ty i ja osobno odejdziemy. A jak zdobyli tę moc? Zdobyli ją dzięki wierze i wsparciu, emocjonalnemu i finansowemu, tej samej rzeszy, teraz śmiesznie zamaskowanej bez powodu poza ostrożnym stosowaniem uwarunkowania Skinnera, propagandą w stylu Bernaysa, uległością bezmyślnego społeczeństwa i, jak zawsze, siłą. .

Przez długi czas powtarzałem sobie: „Oni nie mogą być tak głupi”.

Jestem pewien, że prawie wszyscy noszący maski mają mniej więcej normalne mózgi. Ale wciąż mówię to dosłownie na głos. „Oni nie mogą być aż tak głupi. To po prostu niemożliwe.”

Zwykle mówię te słowa tylko do siebie, jak pilot mógłby powiedzieć cicho, gdy samolot miał rozbić się o górę, „Kurwa”, mniej więcej w stylu „Hmm, więc tak to się kończy”.

Innym razem trochę podnoszę głos, zwłaszcza gdy chodzę po lokalnych chodnikach i ulicach i widzę zamaskowaną rzeszę wykonującą swoje różne plandemiczne rytuały.

Populacja, która zamiast logiki i krytycznej myśli wybiera błyszczące zabawki i migoczące ekrany, może tylko dojść do tego absurdalnie malowniczego i tragikomicznego zakończenia.

Dobrze ci życzę. To będzie długa i ciężka jazda. Ta epoka dopiero zaczęła się rozwijać. Jeszcze jedno: jak powiedziałem na początku tej wiadomości, nie będę się z tobą dalej kontaktować. Tymczasem nie wiem, jak zareaguję, jeśli spotkam cię na pobliskim chodniku. Nie wyobrażam sobie, że będziemy długo rozmawiać. W tym momencie nie ma prawie nic do powiedzenia. Ale wątpię, żebym nawet wymamrotał powitanie, jeśli założysz maskę.

W takim przypadku z góry przepraszam.

 

Pozdrowienia,

Jerry Bernini

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.